WYCIECZKA TECHNICZNO – TURYSTYCZNA 2012
Tegoroczna wycieczka techniczno – turystyczna organizowana była pod hasłem „Lotnictwo w Beskidach”. Celem było zapoznanie się z przemysłem lotniczym na Podbeskidziu, budową małych samolotów i odpoczynek w górach. Zapowiadane również były dodatkowe atrakcje. Z powodu nałożenia się wielu imprez organizowanych dla tarnogórskich kolejarzy przez różne organizację, nasz początkowy termin zmuszeni byliśmy przełożyć o tydzień. Z frekwencją też nie było najlepiej. Braliśmy pod uwagę rezygnację z wyjazdu, ale musielibyśmy ponieść pewne koszty organizacyjne. W końcu udało się zmontować ekipę, z którą zrealizowaliśmy założony plan w 100 procentach. Mobilnym busem dotarliśmy we wszystkie zaplanowane miejsca, co przy autokarze mogłoby być trochę kłopotliwe. Z Tarnowskich Gór pojechaliśmy autostradą A1 do Żor, dalej krajówką w kierunku Wisły, przez Strumień, Chybie do pierwszego naszego przystanku - Galerii „Pod Strachem Polnym” w Rudzicy. Po galerii oprowadzał nas jej twórca i właściciel, artysta malarz Florian Kohut. Zajmuje się malarstwem plenerowym (olej, pastel, akwarela, grafika), a głównym tematem jego twórczością są strachy polne. Jak sam mówił, jeśli na jego drodze pojawi się gdzieś strach polny, zatrzymuje swój samochód i od razy przystępuje do pracy. Z jego też inicjatywy zorganizowano w Rudzicy Święto Stracha Polnego. Impreza z ponad dwudziestoletnim stażem przyciąga w ostatnią niedzielę maja rzesze zwolenników z kraju i zagranicy. Hasłem święta jest dwuwiersz: „Do Kohuta przyjdźcie zgrają, tam atrakcje was czekają”. Będąc w okolicy warto tutaj zajrzeć, w ten trochę magiczny, „strachny” świat. Z Rudzicy udaliśmy się do niedalekiej Jasienicy – znanej z produkcji mebli giętkich, ale naszym celem była Wytwórnia Konstrukcji Kompozytowych. Po firmie oprowadzał nas sam założyciel i właściciel firmy Pan Andrzej Papiorek. Przedstawił historię zakładów lotniczych w rejonie Bielska Białej, a potem zapoznał nas z zakresem działalności firmy. Mieliśmy okazję poznać technologię produkcji kadłubów, skrzydeł i pozostałych elementów szybowców, motoszybowców jak i naprawy uszkodzonych. Wszystko okraszane ciekawostkami ze świata lotniczego, tak że miło spędziliśmy tam czas i wynieśliśmy sporo nowych wiadomości. Po opuszczeniu firmy, przy busie w warunkach polowych, przy już słonecznej pogodzie, mała czarna i pyszne ciacho, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejnym naszym etapem była firma 3Xtrim w Wapienicy. Firma istnieje od 1984 roku, a jej pierwszym produktem był ultralekki jednoosobowy „Moskito”. Na samolocie firmy 3Xtrim Krzysztof Wieczorek wylatał w 2004r tytuł mistrza świata w lataniu precyzyjnym i wicemistrza w lataniu rajdowo – nawigacyjnym. Obecnie firma konstruuje i produkuje na zamówienia z Europy i Ameryki samoloty dwuosobowe kategorii 3Xtrim 450, 550 i 650. W niewielkich pomieszczeniach (spodziewaliśmy się hal na miarę tych w jakich utrzymujemy lokomotywy np. jak w Tarnowskich Górach) można kreślić, obliczać a potem robić produkty , które zdobywają najwyższe laury światowe i podbijają rynki na całym świecie. Z Wapienicy udaliśmy się już w kierunku Międzybrodzia. Sądziłem, że uda nam się zrobić jeszcze spacer po Bielsku w rejonie starówki, ale pobyty w zakładach lotniczych na tyle się przedłużyły, że z tego dodatkowego punktu trzeba było zrezygnować. Do Międzybrodzia pojechaliśmy przez Straconkę, tak że na elektrowni zameldowaliśmy się kilkanaście minut przed czasem, można więc było jeszcze podumać nad wodą Jeziora Międzybrodzkiego, łapać ostatnie letnie promienie słoneczne. Punktualnie o 15.00 weszliśmy na teren Zespołu Elektrowni Wodnych Porąbka- Żar - Elektrownia Szczytowo - Przepompowa Żar. Najpierw trochę bhp i zasad poruszania się po obiekcie (na terenie elektrowni jest zakaz fotografowania, ale za zgodą Dyrektora w wyznaczonych miejscach mogliśmy zrobić parę fotek) , zapoznanie z rozdzielnią napowietrzną, film o historii tej inwestycji, zaopatrzenie w obowiązkowe kaski i ruszyliśmy w skały : kilkaset metrów w głąb Góry Żar i kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu Jeziora Międzybrodzkiego. W głównej hali maszyn, dyspozytorni i na kilku poziomach poznaliśmy budowę i zasadę działania tej elektrowni i poszczególnych jej elementów. Jedynie główna hala maszynowni przypominała co nieco halę z EC Szombierki, którą mieliśmy okazję poznać kilka lat wcześniej podczas naszych wojaży po Śląskim Szlaku Techniki. Oprowadzający szczegółowo opowiadał na nasze zainteresowania i okraszał to anegdotami z okresu budowy i eksploatacji elektrowni , czy jej zwiedzania przez różne grupy. Elektrownia Żar jest elektrownią rezerwową w krajowym systemie energetycznym, a poszczególne bloki elektrowni uruchamiane są z centralnej dyspozytorni w Warszawie i to zarówno w procesie produkcji energii (wykorzystuje się wtedy spust wody z górnego zbiornika na górze Żar na turbiny) jak i pompowanie wody z Jeziora Międzybrodzkiego do górnego zbiornika na Żarze. ZEW Porąbka - Żar musi wtedy w ciągu 3 minut osiągnąć znamionową moc i zostać włączona do krajowego system zasilania. Po prawie 2 godzinnym zwiedzaniu udaliśmy się do miejsca naszej bazy ośrodek – Agroturystyka Maria w Międzybrodziu Bialskim. Po zakwaterowaniu, obiadokolacja i chwila odpoczynku. Wieczorem gospodarz przygotował ognisko, piekliśmy kiełbaski na kijach i krupnioki z kiszoną kapustą zawinięte w folii (to był rarytas), tak że miło spędziliśmy ten czas mimo już dokuczliwego chłodu. Gwiaździste niebo zapowiadało na kolejny dzień ładną pogodę.
W sobotę wcześnie rano obudził nas duży szum na dworze. Okazało się że bardzo mocno wieje wiatr, drzewa uginają się aż do ziemi., na niebie bardzo dynamiczne chmury. Po śniadaniu zdecydowaliśmy, że ruszamy zgodnie z planem. Podjechaliśmy pod kolejką na górę Żar, zaczęło nawet trochę kropić. Wszyscy wjechaliśmy na górę, pooglądaliśmy co było ciekawego, a ponieważ chmury nie zwiastowały deszczu, 10 osób postanowiło ruszyć w Beskid Mały na trasę czerwonym szlakiem z Żaru na Przełęcz Kocierską. Widoczność była dość dobra, tak że mogliśmy podziwiać Zachodnią część Beskidu Małego, masyw Skrzycznego aż po Baranią Górę, w oddali Wielką Raczę i Rycerzową z sąsiednimi szczytami, Romankęi góry aż po Pilsko. Na horyzoncie zarysowane były szczyty Małej Fatry. Po wejściu w las wiatr był zacznie mniejszy, tak że szło się całkiem przyjemnie, nawet dla Piotrusia ta trasa była akurat. Widoki też były coraz rozleglejsze bardziej na zachód. Pojawiła nam się Babia Góra z zaśnieżonym Diablakiem a dalej tatrzańskie szczyty już w bieli. Na Przełęczy Kocierskiej zaplanowana przerwa , spotkaliśmy się tutaj z kierowcą i pozostałymi uczestnikami wycieczki w Karczmie na Kocierzu. Ciepło, ognisko w środku, jedzonko, coś do picia i zrodził się dylemat: posiedzimy tu dłużej czy idziemy dalej. 8 osób zdecydowało się na dalszy marsz, pozostali mieli podjechać do Rzyk i stamtąd udać się na Groń Jana Pawła II i do schroniska na Leskowcu, gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać. Trochę rozleniwieni ruszyliśmy w dalszą drogę. Robiło się coraz cieplej, coraz więcej było słońca. Trasa przez Potrójną , Łamana Skałę była nieco trudniejsza i dłuższa. Osoby, które po raz pierwszy były na tak długiej wędrówce w górach, znosiły wszystko bez szemrania, choć na końcówce u niektórych dało się odczuć pewne zmęczenia i bóle nóg. Do schroniska na Leskowcu dotarli wszyscy. Co prawda nie spotkaliśmy się tam, bo część po zwiedzeniu sanktuarium ludzi gór na Groniu Jana Pawła II i odpoczynku w schronisku, postanowiła spokojnie zejść do miejsca zbiórki przy busie. Teraz zostało nam już tylko zejście dość strome do Rzyk. Pogoda zaczęła się trochę psuć i zapowiadało się na deszcz. Tyle, co wszyscy znaleźli się w busie - zaczęło padać. Wyjście turystyczne zakończone - Główny Szlak Beskidzki na terenie wschodniej części Beskidu Małego z Żaru do Gronia Jana Pawła II (d. Jaworzyna) został przez nas zaliczony. Po przybyciu do ośrodka deszcz przestał padać, więc trochę się odświeżyliśmy, przebrali po męczącej wędrówce (ponad 8 godzin) i udali na kolację (prażonki i karkówka z grilla). Tego wieczoru, mimo że było cieplej niż poprzedniego dnia, zbyt długo nikt nie siedział. Świeże górskie powietrze, dłu…ugi górski spacer i piwko do kolacji, wszystkich szybko wygnało do łóżek.
Niedziela przywitała nas pięknym słońcem i od rana było dość ciepło. Po śniadaniu, spakowaliśmy się i ruszyli na kolejny etap naszej wycieczki, do Inwałdu. Pierwszym obiektem na naszej trasie była DINOLANDIA. Miejsce, gdzie można poznać trochę naszej prehistorii opowiadanej przez przewodnika, jest miejsce na zabawę dla dzieciaków, dinorestauracja - gdzie można zjeść dobry obiad i za nieduże pieniądze i są tory : do rozgrywek w bule (pentaqe) i minigolfa z dwudziestoma dołkami. Atrakcją wyjazdu były właśnie rozgrywki w bule i minigolfa o Puchar Prezesa Koła SITK Nr 7. Rozpoczęliśmy od gry w bule. Losowanie sprawiło małego psikusa, bo już w pierwszej rundzie były to potyczki rodzinne. Graliśmy systemem przegrywający odpada, tak, ze w półfinale i finale mieliśmy już rozgrywki międzyrodzinne. Rywalizacja była bardzo zacięta w każdym pojedynku, jako sędzia bardzo często musiałem używać metra do właściwej oceny położenia kul. Ostatecznie, triumfatorem Pierwszych Zawodów o Pucharu Prezesa Koła SITK Nr7 z Tarnowskich Gór został Andrzej Filipek. Po obiedzie przenieśliśmy się na tory minigolfa. Rozgrywki toczone były na 9 przypadkowo wybranych dołkach, uczestnicy podzieleni na 2 grupy. Po każdym dołku zmieniała się kolejność najlepszych. Nie było zawodnika, który nie zaliczyłby wpadki na którymś polu. Bardzo dobrze spisywał się najmłodszy z uczestników, który na kilku polach zanotował najlepszy wynik, ale też miał najwięcej wpadek i tylko dlatego nie znalazł się w trójce. Ostatecznie triumfatorem Pierwszych Zawodów o Pucharu Prezesa Koła SITK Nr7 z Tarnowskich Gór w Mini Golfa został Adrian Stempniewski. Ponieważ zabawa przy tym była przednia, rywalizacja ostra, więc padł wniosek, aby takie zawody kontynuować w latach następnych. Wręczenia nagród nie udało się przeprowadzić w Dinolandii, ponieważ na godz. 15.00 mieliśmy zarezerwowanego przewodnika w Świecie Miniatur, mieszczącym się tuż obok. Prze godzinę „objechaliśmy” prawie cały świat, potem już indywidualnie szukaliśmy wyjścia z zielonego labiryntu i wędrowali po najciekawszych zakątkach naszego kraju. Przed 17.00 jeszcze wspólna kawa, dekoracja zwycięzców za mini golfa i bule i ruszyliśmy w drogę powrotną do Tarnowskich Gór. Szczęśliwie na miejscu zameldowaliśmy się około 19.00, co zawdzięczamy kierowcy Ryszardowi Feliksowi, z którym bardzo dobrze nam się współpracowało. Kolejny wyjazd techniczno – turystyczny dobiegł końca. Zapraszamy do Galerii na wspomnienie wyjazdu, a tych którzy na niej nie byli, na fotograficzne prześledzenie tej wycieczki.
Prezes – Ryszard Lerch
Najaktywniejszy Klub / Koło Zakładowe
"Ernest 2011" - nominacja
"Ernest 2014" - laureat